Część środowiska fanowskiego, a także autor niniejszego opracowania nieprzychylnie ocenia nowe anime przede wszystkim przez wzgląd na rażącą w oczy niedbałą animację, która zaczęła się przejawiać już w odc. 2, a wyjątkowo niski poziom dna zdołała osiągnąć w epizodzie następnym. Niestety w przeciągu trwania pierwszych dwu sezonów „Kryształu” odcinki mogące się popisać iście piękną kreską (jak np. 25) zdarzały się bardziej jako wyjątki, wręcz rzadkie okazy. Pod niedbałą kreskę podpadają nie tylko postaci narysowane z taką anatomią, jakby urodziły się z wrodzonym niedorozwojem układu mięśniowo-szkieletowego, ale także pośpiesznie wykonane animacje, jak m. in. obracająca się różdżka Czarodziejki z Księżyca w odc. 13 czy animacja wkładania Srebrnego Kryształu do nowej broszki w odc. 14, tudzież takie błędy, jak np. pojawienie się Królowej Serenity ubranej w suknię swej córki.

Jakość grafiki komputerowej także, niestety, częściej razi w oko, niźli je cieszy. Za głównego winowajcę można uznać zwłaszcza różnego rodzaju krystaliczne formacje, którym nadano wyjątkowo niesympatyczny i przesadzony deseń (vide Kryształowy Pałac).

Większość scen, włącznie z kwestiami mówionymi przez postaci, sposobem przedstawienia i kompozycją została skopiowana żywcem z mangi, przy czym bez uwzględnienia tego, że nie wszystko, co ładnie wygląda na kartce papieru w tomiku, będzie wywierać równie korzystne wrażenie na ekranie telewizora. Przeto takim scenom brakuje trzeciego wymiaru przestrzeni, stają się one „płytkie” czy też „płaskie”. Brak tu prób eksperymentowania z różnymi kątami kamery i światłocieniem. Jak na ironię więcej dynamizmu doszukamy się w statycznej z założenia mandze.

Można w tym miejscu przecież przedstawić kontrargument, że w starym anime także zdarzały się błędy, niedbałość w animacji oraz ogólna różnorodność w stylach kresek, biorąca się z faktu, iż rysowaniem poszczególnych odcinków zajmowały się różne osoby. Niepodobna temu wszystkiemu zaprzeczyć, lecz w ogólnym rozrachunku projekty i animacje postaci zachowywały poprawną anatomię (na tyle, na ile pozwala to gatunek anime), a wszelkie niedopatrzenia były bardziej wyjątkiem niż regułą, podczas gdy w nowym anime zadziało się dokładnie na odwrót.

Odcinki, co prawda, zostały odrobinę poprawione, zanim wydano je na DVD i BD. Choć sporo tych zmian rzeczywiście prostuje koślawą kreskę, to na ogół cały zabieg wydaje się niewystarczający, bowiem ograniczono się do poprawek kosmetycznych i nie ruszano samej kompozycji danej sceny (co wiązałoby się z całkowitym jej przerysowywaniem i idącymi za tym większymi kosztami). Co do pozostałych kilku poprawek, to w najlepszym przypadku można mieć wątpliwości, iż cokolwiek poprawiły (żeby nie powiedzieć, że osiągnęły wynik wprost przeciwny do zamierzonego). Wraz z niebotycznie drogą limitowaną serią BD po dwu odcinkach na każdym krążku i z grafikami na okładkach tytułowych cierpiącymi na te same objawy co anime, wszystko to nabiera dosyć nieprzyjemnego smaku, a wewnętrzny głos intuicji podpowiada, że ktoś tu chyba chce na kimś tępo zarobić…

Gdyby jednakże istotne wady niniejszej adaptacji kończyły się tylko na niejakościowej kresce i animacji, dałoby się ją nawet znośnie łyknąć, ale tragedia nie ominęła także samej fabuły i postaci. Nie można oprzeć się wrażeniu, że twórcy postanowili pójść po linii najmniejszego oporu i, jak już wspomniano wyżej, bezpośrednio przekopiowali sceny wprost z mangi, jednocześnie skracając lub wyrzucając to, co ich zdaniem wydało się nieistotne. Niestety poza marginesem znalazły się liczne scenki rodzajowe, z których możemy wiele wywnioskować o osobowościach danych postaci. W wyniku tego otrzymaliśmy wyssane z wszelkiej duszy faktologiczne przedstawienie zdarzeń mangi, przy czym nie do końca wierne. Nowe anime skupia się wyłącznie na postaci Usagi i jej relacji z Mamoru, rolę pozostałych dziewcząt redukując do ruchomych dekoracyj teatralnych. Owszem, w mandze postać Usagi stanowi ośrodek całej historii (w końcu to główna bohaterka serii), jednakowoż pojawiające się tu i ówdzie scenki rodzajowe pozwalają docenić także i inne postaci nawet w tak skondensowanej fabule. To właśnie dzięki licznym odcinkom-zapychaczom w starym anime, które można potraktować jako swoiste rozwinięcia owych humorystycznych czy innych „nieistotnych” scenek z mangi, mogliśmy zapoznać się dogłębnie z każdą postacią. Nowe anime, zdaje się, oczekuje od widza tego, że wszelkie luki w przedstawieniu bohaterów wypełni samodzielnie pamięcią o czytanej w szkolnych latach mandze i oglądanej starej ekranizacji. Taki stan rzeczy jednak mocno uwłacza „Kryształowi” jako dziełu samodzielnemu tudzież pozbawia go wyjątkowej szansy przyciągnięcia nowych fanów, którzy dotąd „Czarodziejki” nie znali.

Nie tylko niedobór scenek rodzajowych ujemnie wpłynął na przedstawienie postaci. Poprzez takie zmiany w fabule, jak uczynienie z Czarodziejki z Księżyca tej osoby, która zgładziła Królową Beryl, i usunięcie z tej zaszczytnej roli Czarodziejki z Wenus, w głowie zaczyna materializować się jedno pytanie — po jakiego grzyba tak właściwie Czarodziejce z Księżyca potrzebne są Innerki? Jako Wojowniczki nie potrafią poradzić sobie z wrogami i przez to słabo wywiązują się z swej roli ochraniania Księżniczki. Jako przyjaciółki również zdają się obchodzić Usagi tyle co zeszłoroczny śnieg, która i tak woli większość czasu spędzać na dumaniu o Mamoru. Nawet taki zabieg jak zeswatanie Czterech Generałów z czterema Innerkami nie wnosi niczego do rozwoju osobowości żadnej z tych postaci, a i tak w zamierzeniu miał zapewne być przede wszystkim fanserwisem. Dlatego też w odcinkach kulminacyjnych jako widzowie nie przeżywamy emocjonalnie scen ukazujących się przed naszymi oczyma. Trudno bowiem przywiązać się do wydmuszek, od których trudno oczekiwać, by były żywymi i czującymi ludźmi. Jedynym umiejętnie poprowadzonym wątkiem fabularnym była historia Czarodziejki z Plutona w serii drugiej — postaci niekoniecznie tak samo kluczowej jak Innerki. I może lepiej nie gdybajmy, czy komuś z ekipy zależało na Plutonie czy po prostu było to wynikiem fartu — tak jak ziarno, które przytrafiło się ślepej kurze.

Z samej Usagi jako wielowarstwowej postaci — fajtłapowatej i leniwej nastolatki marzącej o chłopaku z jednej strony i dziewczyny o wielkim sercu potrafiącej nawiązać przyjaźń z kimkolwiek tudzież heroiny dzielnie broniącej świata i wszystkich w nim żyjących istot z drugiej strony — ostała się tylko pusta skorupa w formie samolubnego dziewczęcia zapatrzonego wyłącznie w swego oblubieńca, bez którego u boku nie potrafi samo niczego dokonać. Jakże bardzo mija się to z przesłaniem płynącym z utworu w czołówce, iż dziewczyny nie muszą polegać na chłopakach, by czynić rzeczy wielkie i być kowalkami swego własnego losu. Piosenka ta o wiele lepiej pasowałaby do starego anime, gdzie Usagi, mimo że choć darzy mocnym uczuciem Mamoru, nie zapomina o przyjaźni i swej misji jako Wojowniczki.

Toteż właśnie dlatego niektórzy fani „Czarodziejki” z nieukrywaną żółcią twierdzą, iż wątkiem przewodnim „Kryształu” jest mirakuru romansu, głównym bohaterem zaś, nomen omen, Srebrny Kryształ już choćby przez wzgląd na to, ile razy pada z ust wszystkich postaci, a cała reszta to tylko nieistotne dekoracje. I trudno z tym wszystkim się nie zgodzić.

Przyczyn powyższego fiaska należy doszukiwać się w niekończącej się chciwości wytwórni „Tōei Animation”, która z okazji XX-lecia postanowiła najzwyczajniej odcinać kupony od sukcesu, jaki niegdyś ona sama osiągnęła dzięki pomysłowi Naoko Takeuchi i porządnie przeprowadzonej adaptacji. Postanowiła zredukować wydatki i wysiłek do poziomu niewiele powyżej koniecznego minimum, m. in. zlecając wykonanie animacji swej filii w Filipinach. Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że „Kryształ” to tylko taka przydługa reklama dla nowych gadżetów i innych bibelotów wydawanych pod marką „Czarodziejki” (na większości których i tak widnieją grafiki przedstawiające najpiękniejszą wersję kreski starego anime, co też bardzo wiele mówi o „Krysztale”).

Pozostaje jedynie żywić lichą nadzieję, że wraz ze zmianą reżysera naczelnego i projektanta postaci nowy sezon nie będzie taką porażką jak jego poprzedniki.

Autor

  • 渾沌の天使 Kaosu no Tenshi (opracowanie)